Najpopularniejsze wpisy,  Życie

Tworzenie piękna i produkcja śmieci

Na początku chciałbym was przeprosić, że długo niczego nie pisałem. Byłem zajęty kończeniem mojej pracy naukowej. I mam właśnie tak, że jak coś robię, to daję się temu pochłonąć, bez reszty – i nie potrafię robić niczego innego. „Software and hardware of the universe” –  bo taki tytuł dostała ta praca – była przepiękną i prawie trzyletnią wycieczką po krainie filozofii, filozofii matematyki, funkcjonowania umysłu świadomego, podświadomego i flow informacyjnego w naszej rzeczywistości. Podróż ta przypomina mi wyprawę Krzysztofa Kolumba odkrywającego nowy świat. Wielokrotnie nie miałem pojęcia gdzie płynę i, czy to co robię ma sens. I gdzie znajduje się moje własne „ja”, które wędrówkę zaczęło z poziomu ciała, w obszarze umysłu chciało dać się nazwać „pisarz” lub „lekarz”, przekraczając tę barierę stało się iluzją produkowaną przez złożone procesy neuronalne aby skończyć swoją podróż w przestrzeni, która nie zawiera informacji, a prawdopodobnym jest, że informację wytwarza.

Nie będę się zbytnio rozpisywał, pragnę jedynie przekazać  istotną, życiową konkluzję – nie da się udowodnić, że wolna wola człowieka nie istnieje. Tego, że istnieje dowiemy się dopiero docierając do granicy poznania całej rzeczywistości. W każdym innym przypadku nigdy nie osiągniemy tej granicy i nie dowiemy się, że wolnej woli jesteśmy pozbawieni. Innymi słowy: możemy być niczym postacie w grze komputerowej – jeżeli tak jest, nigdy się tego nie dowiemy, bo musielibyśmy wyjść poza tę grę, a to z poziomu oprogramowania nie jest możliwe. Jeżeli jest inaczej, w końcu będziemy w stanie to stwierdzić na pewno. Dlatego jedynym słusznym założeniem jest takie, że mamy wolną wolę – wtedy możemy podążać w jej kierunku. Wolna wola zaczyna się w naszym umyśle w formie odchodzenia od warunkowania z przeszłości – zawsze związanego z lękiem, bo tylko takie warunkowanie miało sens ewolucyjny (z punktu widzenia ciała) – chroniło ciało przed atakiem. Lęk jest pozostałością ewolucji przekazywaną z pokolenia na pokolenie w procesie wychowania przez kary i nagrody – lęk przed karą, lub lęk przed brakiem nagrody. Akceptacja każdego momentu życia – tego co dzieje się w naszym wnętrzu i w rzeczywistości zewnętrznej stanowi drogę wyjścia i początek wolności jednostki.

Nie tylko praca naukowa jest powodem, że tak rzadko piszę. Widzicie, nie chcę i nie potrafię produkować, a kocham tworzyć. Tworzenie – przynajmniej dla mnie – jest czymś co wynika z wewnątrz, z potrzeby serca. Gdy tak się dzieje, mam się wspaniale – psychologia opisuje to jako zjawisko „flow”, które daje ogromne poczucie spełnienia. I tak się właśnie czuję, pisząc ten artykuł, i życzę wam tego samego.

Produkcja jest czymś zupełnie odwrotnym. Dziś, nawet w kontekście pisania artykułów, czy innych form artystycznego wyrazu mówi się o „produkowaniu kontentu”. W rzeczywistości produkować może nie człowiek, lecz maszyna. Dlatego takie treści są najczęściej zupełnie puste. Nie twierdzę, że nie można dużo tworzyć – owszem, ale tworzenie wynika z wnętrza, a nie z chęci wybicia się, lub zalania odbiorców czymkolwiek, byle zdobyć ich jak najwięcej. W ten sposób powstają śmieci. Internet doskonale pokazuje, że świat tonie w plastiku nie z powodu wielkich korporacji, lecz wszystkich jednostek ludzkich – inaczej sieć nie była by wypełniona po brzegi pustymi i plastikopodobnymi odpadami.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą sobie uświadomiłem – jestem skrajnym idealistą. I nie ma w tym niczego dobrego – nie w mojej skrajności. Genialny amerykański psychiatra i psychoterapeuta Alexander Lowen (gorąco polecam wszystkie jego książki) pisał o tym w ten sposób: „idealizm najczęściej służy do tego, aby oskarżać siebie i innych o jego brak”. Chodzi o to, że przesunięty do granic perfekcjonizm blokuje twórczość i możliwość dzielenia się nią. Bazuje na lęku przed brakiem doskonałości. W ten sposób ogranicza nie tylko pasję, ale także wszystkie kontakty międzyludzkie i wewnętrzną wolność jednostki. Nieprzerwanie oceniamy siebie i cały świat, święcie wierząc, że mamy racje – a nie zdajemy sobie sprawy, że to jedynie nasz punkt widzenia. Akceptacja siebie i innych jest tabletką wolności. Ten świat nie jest idealny, możemy dążyć do idealizmu ale jednocześnie warto zaakceptować, że na tej planecie może się to nie udać – przynajmniej za naszego życia. W ten sposób odkrywamy wewnętrzny spokój, który pozwala tworzyć i cieszyć się życiem własnym i innych. I tacy właśnie zrelaksowani ludzie mają masę przyjaciół, bo niewiele wymuszają i dzielą się swoim luzem z innymi.

Niebawem na fanpejdżu pokażę wam historię mojego życia, która pod postacią zdjęć i krótkich tekstów pojawia się na moim Instagramie – ragazzo malato. Jeżeli macie ochotę, to zapraszam was na niego już teraz.

Może właśnie w tym momencie, gdy skończyłem wielki, czterdziestostronicowy projekt o nazwie „Software and hardware of the universe” życie poprowadzi mnie w kierunku częstszego blogowania. Jeżeli tak się nie stanie, to wybaczcie proszę – dla mnie jakość, prawdziwość i samospełnienie mają pierwszeństwo przed ilością i sukcesem.

Spread the love:
  •   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *