Najpopularniejsze wpisy,  Związki,  Życie

„Przyczyny zbiorowego obłędu” – wywiad w „Kurierze Szczecińskim”

Poniżej wywiad z „Kuriera Szczecińskiego” z dn. 7/02.20. – w nieokrojonej wersji. Z redaktorem Alanem Sasinowskim rozmawialiśmy o problemach w relacjach międzyludzkich oraz o przyczynach zbiorowego szaleństwa, które rozkwita na naszej planecie. A także o moim życiu i o „Ragazzo malato”.

 

Rozmowa z Krzysztofem Syputem – lekarzem, autorem powieści „Ragazzo malato”

 

– Opowiada pan o sobie tak: był pan młodym lekarzem, w trakcie specjalizacji z chirurgii narządu ruchu w Niemczech, zarabiającym po 16 tysięcy miesięcznie, ale pod wpływem wewnętrznego kryzysu rzucił pan to wszystko i poświęcił się literaturze. Medycyna to piękny zawód – dlaczego okazała się niewystarczająca?

Owszem, medycyna to piękny zawód i był to jeden z powodów, dla których ją wybrałem – tego motywu byłem świadomy. Nieświadomie kierowałem się chęcią nadania sobie wartości, której mi brakowało. Moje dzieciństwo ukształtowało mnie w następujący sposób: jeżeli nie osiągam czegoś wielkiego, to niczego nie znaczę. I to jest właśnie powód, dla którego medycyna, większość obszarów ekonomii i jednostek ludzkich zmierza do autodestrukcji. Wszyscy nieprzerwanie chcą więcej – uznania, sławy, pieniędzy, osiągnięć, związków… i to się nigdy nie kończy lub kończy się katastrofą. Co jest tego powodem? Czy w przypadku medycyny winni są lekarze, koncerny farmaceutyczne, globalna ekonomia? Nie. Powodem zbiorowego obłędu, który rozkwita na naszej planecie i manifestuje się w postaci wojen, nadprodukcji dóbr, niszczenia środowiska naturalnego, zaleczania chorób, braku empatii w stosunku do drugiego człowieka i wszelkich konfliktów międzyludzkich jest utożsamianie się jednostek z myślami pojawiającymi się w ich głowach. Ludzie wierzą w każdą pojawiającą się w ich głowach myśl. Nie zauważają przy tym, że większość myśli w ich głowach stanowi powtarzalne schematy wepchnięte im do głowy przez rodziców i całe społeczeństwo. To ciężka tresura pod batem lęku: „nie będziesz miał dobrych ocen – będziesz źle zarabiał i cierpiał”, „nie uzyskasz uznania społecznego – nie będziesz nic znaczył”, „jesteś gruba – nikt ciebie nie pokocha”. Wpajają to nam od małego, dlatego jesteśmy nieszczęśliwi. Pierwszy moment wolności polega na wycofaniu się, zrobieniu nieco przestrzeni wewnątrz umysłu i zauważeniu jak wiele myśli to powtarzalne schematy, które prowadzą do pogoni za niczym, bo nigdy nie dają nam poczucia spełnienia. Gdy człowiek kieruje uwagę do wewnątrz i stwarza przestrzeń w umyśle, to zauważa, że jest czymś więcej niż myśl – wtedy myśli przestają nim rządzić, a on staje się ich panem. Przestaje działać z poziomu lęku i odkrywa kim naprawdę jest. W konsekwencji zaczyna robić to, co kocha, odnajduje bliskich mu ludzi, a życie zaczyna mu sprzyjać. Przestaje się bać być sobą, bo przestaje wierzyć w swoje myśli – zaczyna rozumieć, że nie niosą one ze sobą żadnej absolutnej prawdy. I tak właśnie było w moim przypadku – trzy razy stawałem na podium mistrzostw Polski w karate, nauczyłem się trzech języków obcych, na piątym roku studiów dostałem skalpel do ręki, miałem na koncie praktyki w szpitalach w Szwajcarii, we Włoszech, w Danii, Niemczech i w Polsce – ciągle chciałem więcej. Nie znalazłem w tym szczęścia. Nie tylko medycyna okazała się niewystarczająca, mógłbym dostać trzy nagrody Nobla nie znalazłbym spełnienia. Właśnie o tym piszę na moim blogu www.ragazzomalato.pl – jak odejść od obłędu i powrócić do zdrowia psychicznego. Dzięki niemu odnajdujemy nasze miejsce na Ziemi, a także spełnienie i szczęście.

 

– W Polsce mało komu udaje się żyć z pisania książek. To nie odstraszało pana przed porzuceniem dobrego fachu?

Większość ludzi działa z poziomu lęku zaszczepionego w umyśle. Dlatego robią rzeczy, których nie lubią, udają kogoś, kim nie są i tkwią w nieudanych związkach. To nie ma żadnego sensu, bo poczucie bezpieczeństwa jest iluzoryczne. Nadal mogą zostać zwolnieni, stać się nielubiani a ich partner może ich zostawić. W ten sposób marnują życie i nawet nie próbują sięgnąć po swoje szczęście – tak bardzo się boją. Boją się, gdyż wierzą w schematy myślowe zaszczepione w ich umyśle, które nawet nie należą do nich – są manifestacją lęku ich bliskich i całego społeczeństwa. Oczywiście lepiej jest spróbować, jeżeli się nie uda, to świat się nie zawali. A gdy człowiek robi to, co kocha, robi to naprawdę dobrze, miłość pcha go do przodu, dzięki niej pokonuje wiele przeciwności. I urzeka tym innych. Nie chciałem stać się pisarzem, to samo ze mnie wyszło. Jakkolwiek nieprawdopodobnie, czy mistycznie by to zabrzmiało, historia była taka: leżałem w łóżku, kompletnie załamany, że na medycynę zmarnowałem dwanaście lat życia. Stany manii przeplatały się z głęboką depresją, zmieniając się co kilka minut. Owinięty dwiema kołdrami trząsłem się z zimna i myślałem, że umrę. Byłem tak wykończony, że nawet nie miałem siły na samobójstwo. Dlatego zaprzestałem jakiegokolwiek oporu – bo nie miałem już żadnych rezerw energii. Wtedy w mojej głowie zaczęły pojawiać się słowa, które tworzyły tekst. Nie zwracałem na nie większej uwagi i zasnąłem. Następnego dnia moja przyjaciółka ze Szwajcarii – Sophie – wysłała mi nagranie nauczyciela duchowego – Eckharta Tollego, który mówił o utożsamianiu się z myślami i duchowym przebudzeniu. Wtedy mnie oświeciło, a całe cierpienie, którego dzień wcześniej doświadczałem po prostu zniknęło. Parę dni później usiadłem do laptopa i dokładnie te same słowa, które pojawiły się w moim umyśle wtedy, gdy leżałem w łóżku, znów do mnie przyszły. Stworzyły dwa pierwsze akapity „Ragazzo malato”. Płacząc przy jednych fragmentach, śmiejąc się przy innych pisałem dalej. Tak powstała dwutomowa powieść autobiograficzna. Nie wiem, co przyniesie mi życie. Może stanę się znany i bogaty, może wrócę do medycyny, albo będę robił coś innego. Wiem natomiast jedno – życie chce mnie prowadzić i wspierać, bo jestem na nie otwarty. Czyli nie stawiam oporu, akceptuję to co do mnie przychodzi takim, jakim jest. Dlatego moje życie stało się dużo łatwiejsze i piękniejsze. Dlatego też dane mi było zacząć pisać.

 

– Zatem czytelnicy po „Ragazzo malato” mogą spodziewać się autobiograficznej powieści o wyjściu z duchowego pata i poszukiwaniu siebie?

„Ragazzo malato” z włoskiego znaczy „chory chłopiec”. Czytelnicy mogą spodziewać się historii chłopaka z bardzo dysfunkcyjnej rodziny, który szukając szczęścia bardzo wiele osiągnął, ale szczęścia nie znalazł – nie w świecie zewnętrznym. Podczas głębokiego rozpadu jego osobowości odkrył prawdziwego siebie, a dzięki temu odnalazł spełnienie – i to poprowadziło go dalej. Jednak przede wszystkim mogą spodziewać się książki, przy której będą płakać i śmiać się – najczęściej w tych momentach, w których ja, podczas pisania, śmiałem się i płakałem. I zaczną zastanawiać się nad własnym życiem – jego sensem. Także nad znaczeniem pracy, którą wykonują i nad relacjami z ludźmi. Takie właśnie są opinie tych, którzy tę książkę już przeczytali.

Korekta: Katarzyna Dubois – dziękuję Kate 🙂

 

Spread the love:
  •   

8 komentarzy

  • Agnieszka

    Witaj Krzysiek,
    Twoją postać zarekomendowała mi zakochana po uszy we włoskich klimatach pewna dziewczyna. Wiesz zapewne o kim mowa. Chciałabym zamówić również Twoją książkę, gdyż w pewnym momencie życia, kiedy patrzyłam na wszystko z boku, z innego kraju i usiłując zrozumieć jak my tu w PL działamy i żyjemy, zrozumiałam, że społeczeństwo nasze jest zupełnie inne, system edukacji jest inny, myślenie jest inne, polaryzacja jest mega i że nie zrozumiemy nic z tego jeśli w tym jesteśmy i każdego dnia w tym funkcjonujemy. Ciężko wywodząc się z tego systemu, jako dziecko dorastające w systemie „jeśli nie jesteś wybitny, jesteś nikim” nie nabawić się kompleksów… Znam nauczycieli poprzedniego systemu i wiem jak to widzieli i jak teraz nadal to wszystko widzą. Niestety ten system nadal działa i nic nie wskazuje na to, aby w młodych ludziach, dzieciach wytworzyć radość do szkoły, zaciekawić zdobywaniem wiedzy w ciekawy sposób, no a przede wszystkim stworzyć warunki do wyszukania dla siebie pasji na całe życie. To co nam się podobało za dziecka, życie weryfikuje, gdyż na ogół nie da się u nas z tego przeżyć. Nie wiele jest takich sfer, gdzie można pogodzić pasję z gwarancją utrzymania. Stąd też człowiek młodość poświęca na harówę często na zasadzie, zmuszania się do tego co przyniesie i zapewni byt i „dorobienie” się podstawowych środków do życia. Oczywiście odbywa się to z kosztem nadmiernej eksploatacji oraz duchowego zubożenia, prowadzącego w konsekwencji do chorób fizycznych lub/i emocjonalnych/psychicznych lub depresji. Można na ten temat prawić bez końca. Zapraszam do odwiedzenia strony FB Main House-Pałac Mosty. Tworzymy tam centrum „Wellbeingu”, gdzie ludzie o podobnych poglądach mają możliwość spotkania się, spędzenia weekendu, wyciszenia się, oddania się własnej twórczości, refleksjom, wyłączeniem się z systemu i zwolnieniem.
    Jeśli można Cię gdzieś spotkać w najbliższym czasie, proszę o sygnał, chętnie nabędę książki, oczywiście licząc na podpis 🙂
    PS. A sławny to już jesteś!
    Z zaciekawieniem czytałam artykuł, bo są to również moje własne przemyślenia..
    Pozdrawiam życzliwie i liczę na rychły kontakt.
    Agnieszka

    • Krzysiek

      Krzysiek

      Hej Agnieszka!

      To bardo miłe i dziękuję. Jestem w Szczecinie i chętnie się spotkam 🙂 Co do relacji społeczeństwo – jednostka, to warto zauważyć, że to jednostki tworzą społeczeństwo. Oczywiście ono wpływa na jednostki, ale w jednostce się ono zaczyna. A zadaniem jednostki nie jest zmiana społeczeństwa, czy świata, lecz pokój, który zmienia świat. Pozdrawiam ciepło i do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *