Związki

Californication – part 9/12 – psychol

Hank nie umiera. Ląduje w szpitalu, tam go przepłukują i wszystko jest git – przede wszystkim to, że Karen uświadamia sobie, jak bardzo on cierpiał – tak bardzo, że musiał się targnąć na własne życie – a ona tego w ogóle nie zauważała. Tych dwoje znów zbliża się do siebie, co powoduje, że Becca kompletnie traci grunt pod nogami i chce się wyprowadzić. W przeciwieństwie do pierdolniętych dorosłych nie widzi niczego dobrego w tym, że jej ojciec chciał popełnić samobójstwo. Płacze i przytula się do Hanka. Ten, zauważając cierpienie córki, przyznaje, że wcale nie próbował się zabić. Nawet o tym nie myślał. Zamiast się schlać, po prostu dołożył do tego trochę vicodinu. W tym momencie do pokoju wchodzi Karen, a kłamstwo – nie inaczej niż zwykle – zaczyna wypływać na powierzchnię w sposób bardzo przekorny. Becca żąda od ojca, żeby wyznał matce prawdę. On próbuje kręcić, ale w końcu to robi – bardzo niechętnie. Karen się wścieka i katapultuje Hanka ze swojego życia.


Californication: Part 1, Part 2, Part 3, Part 4, Part 5, Part 6, Part 7, Part 8, Part 9, Part 10, Part 11, Part 12


Moody nie chciał się przyznać i ja też nie chciałem. Życie przyparło nas jednak do muru i oboje pękliśmy. Pod koniec września zdałem sobie sprawę, że wciąż mi na małej zależy – wciąż nie wiedziałem czemu. Stało się to w momencie, gdy zobaczyłem, jak umawia się z innym kolesiem. Okłamywać można innych, ale również siebie – a kłamstwo ma tę cechę, że nie płynie, lecz wypływa. Obsrałem się strasznie i czekałem. Próbowałem to wszystko zrozumieć, ale oczom mojego umysłu jawił się tylko chaos przypominający ówczesne netflixowe życie Hanka. On, czekający na finał rozprawy za gwałt na nieletniej – i ja, czekający na rozwiązanie historii małej i tego drugiego typa. Zastanawiałem się, co ja w ogóle odpierdalam. Po co tkwię w tym całym emocjonalnym obłędzie, z którego – jak mi się wtedy wydawało – nic dobrego wyniknąć nie mogło. Mój przyjaciel powiedział:

– Gdyby to miało wyjść, to już by się tak stało.

Nie chciałem się z nim zgodzić i wtedy przypomniałem sobie wszystkie moje przeszłe relacje z kobietami. To był kompletny bajzel. Każdy związek był inny, a każdy kończył się tak samo – moim kompletnym brakiem zaangażowania. Nawet ten, w którym Kaja obdarzyła mnie wszystkim, co miała. Zrozumiałem, że problem relacji tkwi we mnie, że jestem emocjonalnym dementorem, który szuka kogoś, kto wypełni w nim uczuciową pustkę – a gdy już to dostaje, wypatruje kolejnej ofiary. Stało się jasne, że nikogo w życiu nie pokochałem naprawdę, bo nie byłem otwarty na miłość. I kompletnie nie wiedziałem, co mam z tym zrobić. Pomyślałem, że może związek z kimś równie pojebanym jak ja – małą – może być tym, czego naprawdę potrzebuję. Że – bez cienia wątpliwości – nie wiem, jaka powinna być kobieta, z którą chciałbym być. Poszedłem za tym, co mówiło mi serce – chyba pierwszy raz w życiu, przynajmniej w kontekście romantycznych relacji. Wcześniej postąpiłem tak samo, odchodząc od medycyny na rzecz pisania. Jednak dla umysłu wszystko wydawało się pokurwione – nie chciał oddać władzy sercu i żądał potwierdzenia. Poszedłem do psychologa, żeby dostać jakiś zewnętrzny feedback.

– Musisz ją zdobyć – najlepiej pójść z nią do łóżka – albo kompletnie wyrzucić ze swojego życia – powiedział.

– Czemu? – zapytałem.

– Bo na razie bawicie się w kotka i myszkę. Więc musisz ją złapać. Ludzie, gdy stają się nadzy, otwierają się również emocjonalnie. A ona – jak widać – na razie nie potrafi się na to zdobyć. Po tym, co opowiedziałeś – jak do tego, co się dzieje, podchodzisz – nie mam wątpliwości, że ta dziewczyna ciągnie cię w kierunku oświecenia, ale to jest bardzo trudne. A ty mnie pytasz, co masz zrobić, żeby twój problem rozwiązać – dlatego ja odpowiadam.

Na początku wydawało mi się, że się z nim zgadzam. Po pewnym czasie przyszła konkluzja, że takie rozwiązanie nie jest żadnym rozwiązaniem – nie chcę jej zdobyć. Chcę znaleźć dziewczynę, z którą naprawdę pragnę być – żebym, patrząc jej w oczy, z pełnym przekonaniem i szczerością mógł powiedzieć: „jesteś najwspanialszą kobietą na świecie”. I żeby ona czuła to samo. Na to – jak mi się wtedy wydawało – oboje nie byliśmy gotowi.

Czekałem. Mała nie związała się z tamtym facetem. Odetchnąłem. Znów zaczęliśmy gadać i powoli zbliżać się do siebie. Wygrywaliśmy. Hankie też, bo sprawa sądowa skończyła się trzema latami paki – ale w zawieszeniu.

Link do kolejnej części ––> part 10/12 – Hank w jedną, Krzysiek w drugą stronę

 

Spread the love:
  •   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *