Związki

Californication – part 8/12 – samobój

Moodiemu stawiają zarzuty, grożą mu trzy lata paki. Karen go nienawidzi. Becca nie może uwierzyć, że to, co piszą gazety, jest prawdą – twierdzi, że ktoś go wrobił – na początku. Potem stawia temu czoło – że jej ojciec, wzór mężczyzny i fundament przyszłych relacji, jest najbardziej pokurwioną postacią, jaką miała nieszczęście poznać. Że jego idealizm jest oszustwem, a on sam – zwykłym kłamcą. Hank się załamuje i robi dwie rzeczy, które naprawdę potrafi: zaczyna chlać – tym razem łychę miesza z vicodinem – i pisać. Powstaje z tego najpiękniejsza scena, jaką widziałem na ekranie – kiedykolwiek. I kolejny przepiękny literacki tekst. Popierdolone to, bo w przypadku mojego zakochania postąpiłem tak samo – przyszedł alkohol, blanty i nowy dokument w Wordzie z tytułem kolejnej książki. Bardzo mnie zastanawia, czy gdybym za każdym razem umiał poradzić sobie z tym, co dzieje się w moim życiu – czy zacząłbym pisać. Nie wiem. A tak na boku – nie wydaje mi się.


Californication: Part 1, Part 2, Part 3, Part 4, Part 5, Part 6, Part 7, Part 8, Part 9, Part 10, Part 11, Part 12


Jeszcze jedno – list do Becci spisałem dokładnie tak, jak brzmiał on w polskim tłumaczeniu. Nie wiem, kto je robił, ale jest geniuszem. Ten tekst w oryginale nie dorasta do pięt polskiemu przekładowi. Nie wiem, jak to możliwe, tłumacz musiał to naprawdę czuć. Próbowałem własnego przekładu – skasowałem go i nie zmieniłem nawet jednego wyrazu z odczytywanego przez lektora tekstu. Użyłem też tego samego tytułu, co tytuł odcinka serialu – Samobój – jest genialny. Niektórych może to dziwić – czemu tak robię. Chcę się nisko ukłonić tym, którzy zaglądając głęboko w siebie, odnaleźli indywidualizm – i znajdujący się tam wielki talent. I pięknu, które przynieśli na ten świat.

Zalany Hank wtacza się do pokoju, siada przy maszynie do pisania. Kolejne pigułki popija, pociągając z gwinta łychę. Kamera robi zbliżenie na kartkę w maszynie, na której pisany czcionką courier pojawia się tekst – odczytuje go lektor. Ekran ukazuje retrospekcje z życia Hanka. Mają niebieskawy, wchodzący w czerń odcień. Taki efekt pojawia się, gdy z kolorowego zdjęcia chcesz zrobić czarno-białe. Przesuwasz suwak nasycenia barwami – tak, że powoli znikają. Zanim zostanie tylko biel i czerń, wszystko jest szaroniebieskie. Hank jest na plaży, biegnie w stronę Becci. Ona idzie w przeciwnym kierunku, potem macha mu z molo. Wydaje się, że ją goni, a ona mu ciągle umyka. Wbiega na molo, rozgląda się – nigdzie nie widzi córki. W końcu się pojawia – tuż obok niego – mała, kilkuletnia Becca. Rozkłada ręce, Hank chwyta ją w ramiona, podnosi i przytula. Niebo jest szaroniebieskie.

 

Moja najukochańsza córko,

piszę do Ciebie list. Właśnie tak, to niemal zapomniana sztuka, jak rękodzieło.

Muszę coś wyznać – początkowo za Tobą nie przepadałem.  Byłaś denerwującą kijanką, chociaż ładnie pachniałaś – przeważnie.  Mną w ogóle się nie interesowałaś – trochę mnie to nawet bolało. Liczyłaś się tylko Ty i Twoja mama – niektóre rzeczy się nie zmieniają. Żyłem sobie dalej, zachowując się jak palant, nieświadomy tego, jak rodzicielstwo odmienia człowieka. Nie pamiętam, kiedy wszystko się zmieniło, lecz przełom nastąpił. W jednej chwili byłem twardy i niewzruszony, a w następnej serce wyrywało mi się z piersi i legło obnażone.

Miłość do Ciebie okazała się najpiękniejszym i najbardziej bolesnym doświadczeniem w moim życiu – niemal nie do zniesienia. Poczułem się ojcem i postanowiłem chronić cię przed światem – nie przewidziałem jednak, że to ja sam Cię skrzywdzę. Pęka mi serce, bo nie wyobrażam sobie, że mogłabyś mówić o mnie z dumą. Twój ojciec to dziecko w ciele mężczyzny, zależy mu na wszystkim i na niczym zarazem. Jego szlachetne myśli nie przeradzają się w czyny. Coś musi się zmienić. Ktoś musi ustąpić.

 

Kamera wraca do pokoju w którym pisze Hank. Połyka kolejne tabletki i pisze. Mokrą od potu głowę kładzie na maszynie. Wstaje, obraz wiruje, Moody się zatacza i upada na podłogę – nieprzytomny. Scena znów przenosi się na plażę. Hank leży na brzegu, omdlały – tak jak w mieszkaniu. Fale przykrywają jego ciało – coraz bardziej. Aż w końcu kolejna zalewa go całego.

 

Nastaje ciemność. Mój wzrok jej nie przenika – brzmią ostatnie słowa listu wypowiadane przez lektora.

 

Ukryta w sercu Hanka miłość była czymś, co odnajdywał kawałek po kawałku – w każdym odcinku serialu. Najbardziej było ją widać w relacji z córką. I mnie nie było dane podniesienie kurtyny jednym ruchem. To się działo powoli, choć momentami eksplodowało. Bardzo dobrze pamiętam ten moment, kiedy obiecałem sobie, że napiszę czwartą książkę, a potem chwilę, w której zacząłem pisać. Tytuł urodził się sam. Nie wiem dokładnie, jak to się dzieje, ale jestem przekonany, że inspiracja przychodzi z góry. Czasem przybiera postać człowieka, innym razem anioła lub demona. W moim przypadku była ludzka, choć wydawało mi się, że ma skrzydła – lecz nie wiedziałem jakiego koloru. Stała przede mną tak często, tuż obok mnie – jednocześnie niedotykalna, może nawet iluzoryczna – mała.

Link do kolejnej części ––> part 9/12 – psychol

 

Spread the love:
  •   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *