Związki

Californication – part 6/12 – idealiści tylko wyglądają na idiotów

Moody jest postacią mocno przerysowaną – jak prawie każda postać w sztuce. W filmach szczególnie to widać. Trudno jest przedstawić jakąś ideę, ubierając ją w ciało i zachowanie człowieka, które nie ma w sobie nic z egzaltacji. Pisarze mają łatwiej, bo na papierze nie potrzeba tego aż tak wiele, a obraz powstający w głowie odbiorcy ma znacznie więcej wymiarów niż płaski ekran filmowy. Wszystkie fuckupy Hanka są przykładem takiego nienaturalnego rozdęcia. Tak samo jak jego seksualizm i atencja wśród kobiet. Z jednej strony fajnie się to ogląda, bo wszystko jest oczywiste i podane na tacy, z drugiej – nieco śmieszy. Hank jest trochę stary, ale dość przystojny – nie wiem czemu tak uważam, serio – gorzej jak ściąga koszulkę. Ma lekko obwisłe ciało i oponę. Ale to nie przeszkadza szesnastolatkom z liceum, w którym Moody daje wykład, ślinić się za nim do tego stopnia, że Hank musi uciekać przez okno – żeby go nie dopadły. Tak samo jest ze wszystkimi innymi laskami, które same na niego wpadają, potem on w nie wchodzi, a na końcu każda ma złamane serce, bo ten ideał – ze względu na wspomnianego już wcześniej emocjonalnego Downa – okazuje się mieć konstrukcję domku z kart.


Californication: Part 1, Part 2, Part 3, Part 4, Part 5, Part 6, Part 7, Part 8, Part 9, Part 10, Part 11, Part 12


Problem z Hankiem jest taki, że zawsze chce dobrze, ale rzadko mu to wychodzi. Bo – tak jak i ja – wydaje się być pierdolonym idealistą. A problem z idealizmem tkwi w samym idealizmie – w zasadzie to w ideale. I w idealistach. Idealiści nie potrafią porzucić ideału. A żeby ideał mógł dotknąć ziemskiego stanu, potrzeba dużo czasu. Tak więc idealiści wypierdalają się, na czym tylko się da, i czynią to tak długo, aż odnajdą ideał – także ten w nich samych. Albo umierają próbując. To właśnie działo się w moim życiu – byłem przekonany, że mała jest ideałem. Wcześniej myślałem, że po prostu cholernie mi się podoba, ale to nie było to. W międzyczasie poznałem inną dziewczynę. Gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy, pomyślałem, że małą mogę sobie śmiało odpuścić – ta druga była przepiękna. Szybko dostrzegłem, że też jej się podobam. Wystarczyła chwila obserwacji, a potem rozmowy, żebym przestał być nią zainteresowany. Dokładnie w tym momencie jej uroda przestała mnie urzekać. Wtedy zauważyłem, że w małej jest coś więcej i właśnie to coś powodowało, że tak bardzo podobała mi się fizycznie. Zrozumiałem, że jej piękno jest wewnątrz – tam się zaczyna. Urzekał mnie ton jej głosu, to, jak spuszczała wzrok, a potem z nie do końca szczerym, bo pełnym wymuszonej dumy zacięciem patrzyła mi prosto w oczy. To jak poruszały się jej nadgarstki i przedramiona, gdy chodziła. Słowa, które dobierała – mieszająca się w nich inteligencja i niedojrzałość. W jej ciemnych tęczówkach widziałem atramentowoniebieski ocean – chciałem go zgłębić, zatopić się w nim i rozświetlić tym, co noszę w sobie. Zdaje sobie sprawę, że to, co piszę, stanowi jedynie niewielki odprysk – bo w niej jest znacznie więcej. Ale ja nie potrafię tego pojąć ani przelać na papier. Mała była ideałem – po prostu – albo wydawała się nim być.

Hankie wydawał się idealistą – dalekim od ideału, bo zawalał raz po raz prawie wszystko co się da – nawet to, na czym mu najbardziej zależało. A nie przestawał się starać. Najbardziej zależało mu chyba na córce – Becce. Kochał ją straszliwie. I tak za każdym razem, gdy tylko pojawiała się okazja, żeby spędzić nieco pięknego i przypominającego przeszłe rodzinne chwile czasu, to zawsze działo się coś, co to pierdoliło. Po którejś kolejnej akcji mądrość córki wysadza umysł Hanka w powietrze, zmieniając jego minę na wyraz pyska bardzo smutnego psa.

­– Dzisiejszy wieczór nieco się zrujnował – mówi do leżącej na łóżku Becci.

– Jest okey, przywykłam.

– Wynagrodzę ci to, przysięgam.

– Wiem.

– Czyżby?

– Jasne. Nigdy nie chcesz mnie zawieść. Ale to robisz.

– No, chyba tak.

– Wiesz, to jest piękne – mówić o szczęśliwych zakończeniach, ale jeśli ktoś nie jest w stanie do nich doprowadzić i ciągle coś się sypie, to w końcu musisz powiedzieć mu „pierdol się” i odejść.

Wtedy wyciąga hajsy, które musi płacić rodzicom gdy przeklina. Daje mu do ręki.

– Możesz zatrzymać resztę.

Leżąc na łóżku obraca się na bok i przytula do poduszki. A Hank umiera wewnątrz, umiera cały on i jego idealizm – jedyne co ma. To właśnie mówi jego twarz.

Link do kolejnej części ––> part 7/12 – idioci kłamią, idealiści nie

 

Spread the love:
  •   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *