Związki

Californication – part 3/12 – upadłe anioły nie czują

Rzym płonie – powiedział, gdy nalewał sobie kolejnego drinka. – No i jestem, tutaj, tonący w morzu cipek.

No tak – pomyślała – kolejna pobłażliwa w stosunku do siebie samego, cuchnąca whisky rozprawa na temat tego, jak to było kurewsko wspaniale – ale w przeszłości. I jak my wszyscy – biedne dusze, urodzone za późno żeby zobaczyć Stonesów – gdziekolwiek – albo wciągnąć dobrą kokę, jak robili to w Studio 54. Cóż, każdy z nas to przegapił – praktycznie wszystko, dla czego warto żyć.

A najgorsze było to, że ona się z nim zgadzała.

No i stoimy – westchnęła – na krawędzi świata, na krawędzi zachodniej cywilizacji i jesteśmy tak bardzo zdesperowani, żeby coś poczuć – cokolwiek –  że wpadamy w siebie i przeruchujemy sobie drogę do naszego upadku.


Californication: Part 1, Part 2, Part 3, Part 4, Part 5, Part 6, Part 7, Part 8, Part 9, Part 10, Part 11, Part 12

To tekst Mii, jeden z kilku genialnych tekstów literackich, które pojawiają się w Californication. Narrator odczytuje go, gdy do mieszkania Hanka wpada druga najśliczniejsza dziewczyna w całym serialu, o której Hank wie tyle co nic – nie zna nawet jej imienia. Dzień wcześniej poznali się, zjarali, słuchali jego winyli, a gdy spał, ona go okradła. Teraz stoi w progu jego domu z ukradzionymi płytami i gitarą, przeprasza go, mówiąc, że był dla niej taki dobry…

– Tak poza tym, to mam na imię…

Hank przykłada jej palec do ust i zaczynają się całować. Wskakuje mu na biodra, oplata nogami – w ten sposób idą przez korytarz mieszkania, a odcinek się kończy.

Nasz upadek w tym się właśnie wyraża – że nie czujemy. Często doznajemy skrzywdzenia, a tym, co boli, jest uczucie. Więc uruchamiamy mechanizm obronny – odcinamy się od emocji. To właśnie robiłem z Kają – na pewno – i z pozostałymi kobietami, z którymi się spotykałem – prawdopodobnie. Tak samo robił Hank – z Karen, bo na niej mu naprawdę zależało, dlatego tak bardzo się bał. A nie miał o tym bladego pojęcia. Ja też nie miałem. Wydawało mi się, że pragnę kogoś pokochać – całym sobą. I że gdy znajdę właściwą osobę, to tak się stanie. To po części prawda, ale zanim spotkanie właściwej osoby mogłoby doprowadzić do mojego oddania się jej, najpierw musiałem otworzyć się na miłość. Opuścić gardę, która, odcinając uczucia, miała mnie chronić – i spełniała swą funkcję, jednocześnie nie pozwalając, abym mógł się do kogoś naprawdę zbliżyć. A ponieważ łaknąłem bliskości jak wygłodniały kundel michy, to nie przestawałem szukać. Znaleźć nie mogłem, bo pancerz chroniący serce na to nie pozwalał – a ja nie miałem pojęcia o jego istnieniu. Jak można opuścić gardę, gdy nie zdajesz sobie sprawy, że ręce trzymasz wysoko uniesione lub konsekwentnie temu zaprzeczasz? Rada jest tylko jedna – musi się znaleźć ktoś, kto się przez tę gardę przebije. I tak po którejś plombie człowiek w końcu zauważa, że cały czas się bronił – najczęściej ma to miejsce wtedy, gdy nie ma już siły na trzymanie rąk w górze. To właśnie zaczęła robić mała – w 3D mojej rzeczywistości – i Karen – w pełnym głębi płaskim obrazie filmowym.

Bojąc się skrzywdzenia przez drugą osobę, przestajemy czuć. Ale bez uczuć nie da się żyć, więc szukamy bodźców na tyle silnych, żeby przebiły się przez zbroję, z której nie zdajemy sobie sprawy. I tak ruchamy się, z kim popadnie, kłócimy z partnerem, wycofujemy, czekając na to, aż ta jedyna będzie za nami ganiać… – przebodźcowana droga do naszego upadku. W miłości nie ma miejsca na walkę o dominację. Mimo to w ciąż walczymy – agresją albo – jak było to w moim przypadku – pasywną agresją, zobojętnieniem. A miłość jest oddaniem, w jej kierunku prowadzą odwaga i wiara – pogromczynie lęku. Ta trójka superbohaterek – niczym w komiksach – zawsze wygrywa. I znika lęk – iluzja, którą wytworzył ludzki umysł.

 

Link do kolejnej części ––> part 4/12 – łysy

Spread the love:
  •   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *