Najpopularniejsze wpisy,  Związki

Californication – part 2/12 – w kim zakochują się idioci

Hank mieszka w LA i nienawidzi tego miasta. Z Karen i Beccą przenieśli się tam z NY, żeby Moody mógł wziąć udział w ekranizacji swojej książki. Filmu, który powstał na jej podstawie, nienawidzi tak samo jak Californii i samego siebie. W LA nie potrafi pisać, to miasto go zmienia – na pewno nie na lepsze – a tak w ogóle to cały świat, szczególnie zachodnie wybrzeże Stanów, upada moralnie, umysłowo, seksualnie… Hank upada wraz z nim, ale to oni są winni. No i one, bo golą sobie cipki, nie zostawiając nic a nic, a on lubi chociaż trochę. W tym aspekcie jestem z nim całkowicie zgodny, ale jeżeli chodzi o sapanie, że winna jest California, korporacje, podatki, masoni albo kosmici, to zdanie mam raczej przeciwne.


Californication: Part 1, Part 2, Part 3, Part 4, Part 5, Part 6, Part 7, Part 8, Part 9, Part 10, Part 11, Part 12


Szlajając się po mieście, Moody wchodzi do księgarni i ogląda tam swoje książki. Ta scena bardzo mi się spodobała, bo na bank sam będę tak robił i to już niebawem. Szczególnie, że – i pisząc to, zdaję sobie sprawę, że ściągam na siebie masę hejtu, nieuzasadnionego zresztą – prawie w ogóle nie czytam innych publikacji. A to dlatego, że mi się nie podobają. Nie mam pojęcia czemu, ale nic na to nie mogę poradzić, a wierzcie mi – próbowałem. Po prostu mnie nie robią. Głowackiego uważam za genialnego pisarza – ten typ naprawdę płynął w swoich zdaniach, akapitach i rozdziałach. Obecnie mam w ręku drugą książkę jego autorstwa i co do stylu zdania nie zmieniłem, ale te jego historie nie wciągają mnie za bardzo – na pewno nie tak bardzo jak Californication. Chciałem tylko powiedzieć, że w całym życiu przeczytałem może ze dwadzieścia pozycji literackich i mam nadzieję, że w końcu znajdę kogoś, kto mnie za sobą porwie i kupię wszystkie jego tytuły. Jak na razie pozostaje mi czytanie własnych i – w niedalekiej przyszłości – masturbowanie się, gdy będą stały na półce w księgarni – tak jak robił to Hank.

No i trzymając w ręku swoją książkę, nasz bohater zauważa dupeczkę, która w ręku trzyma jego książkę. Ona rozpoznaje Hanka, uwodzi Hanka, a podczas pieprzenia lutuje go pięścią w pysk – bo to ją kręci. Z tej historii pozostaje mu limo pod okiem i – jak się niebawem okazuje – dość przykre wspomnienie, bo dymał szesnastolatkę, do tego córkę Billa – którego wkrótce ma poślubić Karen. Hank nie miał o tym wszystkim pojęcia, a jak się dowiedział, to solidnie się zesrał, bo wydymana przez niego Mia okazuje się niezłą socjopatką i co rusz przypomina mu o tym, że „zgwałcił nieletnią”.

U mnie było nieco inaczej, nikogo nie zgwałciłem. Zakochałem się w małej i wydawało mi się, że ona we mnie też. Może nieco podobne wydawało się to, że ona była dużo młodsza ode mnie. W życiu tak się nie zakochałem. Umówiliśmy się i byłem przekonany, że ta autostrada zaprowadzi mnie prosto do nieba. Trafiłem za to w miejsce o dokładnie przeciwnej lokalizacji. Usłyszałem od niej, że ona nic do mnie nie czuje, a spotkała się ze mną, bo wszyscy jej mówili, że jestem ciekawym facetem. „A tak w ogóle to chyba jestem lesbijką”. Oczywiste bullshito, ale spowodowało, że kompletnie straciłem orientację w przestrzeni. I dalej oglądałem, jak Hankie ugania się za Karen, i coraz bardziej wierzyłem, że miłość musi wygrać – w moim i jego przypadku. Strasznie to było popierdolone, bo mała – gdy ją spotykałem – nie przestawała mnie podrywać. Pomyślałem, że po prostu się boi i szybko zrozumiałem, jak bardzo boję się ja – przede wszystkim własnych uczuć. Myślałem, że wybuchnę albo coś mnie rozpierdoli, więc napisałem jej, co czuję. Odpowiedź była taka jak poprzednio, a ja wciąż uważałem, że to nie koniec, nie rozumiejąc ani trochę, o co w tym wszystkim chodzi.

Moody chyba też nie wiedział – albo wiedzieć nie chciał. Gdy opowiadał swojemu agentowi ten sen, w którym zakonnica – zresztą najładniejsza dziewczyna w całym serialu – robiła mu loda, to usłyszał od niego:

– Świetne, świetne! Wiesz, nie trzeba być Freudem, żeby się połapać o co chodzi, ale…

– Co? – Hankie wydawał się zaskoczony.

– Przecież już ustaliliśmy, że masz szczególne upodobanie do kobiet, które są nieosiągalne.

– Nie, wcale tego nie ustaliliśmy.

– Ja to ustaliłem! A co jest absolutną manifestacją takiego fetyszu? Hm? A może lód zrobiony przez kobietę, która poślubiła Boga?

No, chyba właśnie znajdujemy wspólny mianownik z miłosnej historii Moodiego i mojej. Psychologia mówi, że nie mamy wpływu na to, w kim się zakochujemy, ale mamy wpływ na to, jak podchodzimy do zakochania i tej drugiej osoby. To jest właśnie esencja taoizmu – wu wei, czyli droga najmniejszego oporu. Gdy wszyscy – łącznie z twoim własnym umysłem – mówią ci, że laska jest pojebana, zakompleksiona, niebezpieczna, psychopatyczna albo chuj wie jaka, a ty – pomimo że nie masz żadnych argumentów – czujesz, że nie chcesz odejść, to nie odchodzisz. Bo gdybyś odszedł, to zrobiłbyś coś przeciwko sobie. Zostając, też w pewnym sensie to robisz, bo zdajesz sobie sprawę, że czeka cię regularny i mniej lub bardziej zasłużony wpierdol, ale gdzieś głęboko wiesz, że tego potrzebujesz. I że to się dobrze skończy. Po prostu opór, jaki byś wygenerował, gdybyś na siłę chciał wydrzeć kogoś ze swojego serca, jest większy niż wtedy, gdy przyjmujesz kolejne baty. Zostajesz i obserwujesz. Czekasz.

Link do kolejnej części ––> part 3/12 – upadłe anioły nie czują

 

Spread the love:
  •   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *