Życie

Opowieść o niebieskim chłopcu i czarnym słoniu

W Lemurii, od kiedy pamięć sięga żyli ludzie i zwierzęta – tylko mali chłopcy i stare słonie, żyli razem, od zawsze. Wszystkie słonie były białe, a chłopcy czarni, bo tam istniały tylko te dwa kolory. Chłopcy rodzili się i pozostawali mali, a słonie stare. Zadaniem każdego słonia było nosić swojego chłopca i obdarowywać go starą mądrością, której słonie miały aż nadto – od tysiącleci. Lemuria w ogóle była bardzo starym miejscem, tak starym, że nawet słonie nie wiedziały jak bardzo – i jakby poza czasem, bo żaden słoń i żaden chłopiec się nad tym nie zastanawiał. Nawet nie wiedzieli, że coś takiego jak „stary”, czy „młody” istnieje. Po prostu rodzili się, żyli i umierali – mali chłopcy i stare słonie. Zadaniem każdego chłopca było przemierzać Lemurię na słoniu – wzdłuż i wszerz, a wydawała się ona nieskończona. No i dzielić się ze słoniem swoją dziecięcością, radością i ekspresją. W ten sposób wszyscy mieli wszystko – a to czego sami nie mieli, było im dane. Chłopcy słuchali uważnie słoni na wykładach z geografii Lemurii, z budowy domów na drzewach i słoniowej moralności. A chłopcy uczyli słonie zwariowanie biegać, taplać się w rzece Lisandam – tak że powstawały wielkie fale, bawić się i cieszyć w każdy możliwy sposób. Wszyscy byli szczęśliwi, byli też poza czasem.

Pewnego razu, gdy jeden z chłopców umarł przedwcześnie – po prostu poszedł w puszczę i nie wrócił – bo tak chłopcy umierali, a przedwcześnie dlatego, że odszedł bez swojego słonia – bo zawsze umierali razem – jego słoń zaczął przeżywać coś bardzo dziwnego, czego nikt w całej Lemurii nie potrafił zrozumieć. Słoń był smutny, ale nawet nie wiedział co to smutek, nie umiał go nazwać ani opisać, więc szybko stał się dziwnym słoniem – w rozumieniu innych, bo go nie rozumieli. A on sam nie wiedział, że jest najstarszym słoniem ze wszystkich, kiedykolwiek, bo tam nie znano czasu.

Każdemu bardzo zależało na tym, żeby słoń stał się takim jak dawniej, więc najmądrzejsze słonie i najbardziej radośni chłopcy zebrali się nad rzeką Lisandam. I obradowali, bawiąc się i myśląc na zmianę przez trzy zachody słońca, które trwały długo i krótko zarazem. Do niczego nie doszli, bo obcość zachowania słonia była im tak obca, że nie dało się jej zrozumieć, ani odtworzyć w zabawie. Ale gdy wrócili to w końcu dostrzegli, że ten słoń po prostu nie ma swojego chłopca, dlatego jest inny. A był to pierwszy taki przypadek w Lemurii, bo słonie i chłopcy zawsze odchodzili razem. Polecili mu więc, by poszedł w puszczę i poszukał nowego chłopca – tak chłopcy przychodzili na świat. Zajście to było niespotykane i wszyscy czekali w napięciu, czy słoń znajdzie nowego chłopca i czy wróci do wcześniejszego siebie.

Po trzech zachodach słońca – krótkich i długich zarazem – słoń wrócił z nowym chłopcem i stał się jeszcze dziwniejszy. Było mu ciężko nosić chłopca, pomimo że ten był mały (jak każdy inny), więc wszyscy patrzyli z niedowierzaniem. A sam chłopiec nie bawił się ze słoniem, bardzo mało mówił, obserwował i tylko powtarzał słoniowi do ucha, że świat pełen jest opowieści, a te, żeby nie były nudne, muszą się w końcu zmieniać. Słoń rozumiał analogię i był pod wrażeniem nadzwyczajnej mądrości chłopca, ale ta nie zabierała nic a nic z jego ciężaru.

Pewnego sierpniowego wieczoru, gdy wszyscy odpoczywali, dziwny słoń siedział na uboczu wraz z chłopcem. Patrzyli tak na siebie w milczeniu, a po chwili w sercu słonia pojawiła się wielka potrzeba wędrówki. Powiedział do chłopca, że przecież ich zadaniem jest przemierzać Lemurię – wzdłuż i wszerz, więc chyba tak powinni czynić. Chłopiec odparł, że myślał o tym od dawna, ale nie niczego nie proponował, bo wie jak ciężko jest słoniowi dźwigać go na grzbiecie.

I powędrowali przed siebie. Już na pierwszym postoju słoń był bardzo zmęczony i spał długie godziny, ale nie zdawał sobie sprawy, jak długo to było. A chłopiec poszedł w sawannę, trochę prosto, a trochę na ukos i bez żadnego celu. Natrafił na wielką górę z kamieni, która wydawała mu się bardzo starą budowlą, bo dużo kamieni było wyrzeźbionych, miały też coś jakby napisy w dziwnym i nieznanym języku. Jeden z nich szczególnie zaciekawił chłopca – swoim kształtem przypominał kieł z kości słoniowej. Chłopiec chciał go zabrać ze sobą, ale ten był zbyt ciężki. Udało mu się przewrócić go na bok – tylko tyle. Zezłościł się nieco, potem uśmiechnął i już miał odchodzić, gdy zauważył, że pod kamieniem leży czarny kapelusz. Ale nie wiedział, co to kapelusz i prawdopodobnie nikt w całej Lemurii nie zdawał sobie sprawy, bo na żadnych wykładach o tym nie mówiono. Nałożył go jednak na głowę – tak najłatwiej było zabrać go ze sobą i wrócił do słonia. Gdy ten się przebudził, to rozmawiali chwilę o znalezisku, ale nie za długo, chociaż tak naprawdę nie miało to dla nich żadnego znaczenia – jak długo to było. Do niczego nie doszli, bo słoń nie znał kształtu, ani funkcji kapeluszy, jednak chłopiec chciał go zatrzymać.

Podążyli więc dalej – biały słoń z czarnym chłopcem w czarnym kapeluszu, przemierzając Lemurię, w której istniały tylko te dwa kolory. Szli przed siebie, przez sawanny, puszcze i dżungle, przedzierając się przez pnącza i przekraczając rzeki. Trwało to bardzo, bardzo długo, o czym obaj nie wiedzieli, a mierzalne było to tylko w ten sposób, że słoń tracił siły. Na nieboskłonie przewijały się gwiazdy o różnych konstelacjach, wschody i zachody słońca; spotykały ich kolejne pory roku z deszczem letnim, jesiennym i zimowym śniegiem, ale nie spotkali żadnego innego słonia, ani chłopca, ani rozwiązania dziwności.

W pewnym momencie słoń ugiął się pod ciężarem chłopca i upadł podwijając łapy. Powiedział chłopcu, że świat jest bez sensu, tak jak ich wędrówka, a słoniowa mądrość zakazywała czynić takie rzeczy, które sensu nie mają. A ponieważ całe życie jest takie, to trzeba je zakończyć, bo tylko tak skończy się bezsens. Chciał odejść w puszczę, na zawsze. Ale bez chłopca, bo wiedział, że na niego nie przyszła jeszcze pora. Chłopiec odparł, żeby wyruszyli dalej, chociaż kawałek, że on pójdzie na własnych nogach, a słoniowi będzie lżej dzięki temu. Słoń nie chciał się zgodzić, zakazywała mu tego słoniowa moralność. Mówiła, że słonie rodzą się po to, aby dźwigać chłopców – bo są przecież większe. Chłopiec zdjął swój kapelusz, nałożył go na głowę słonia i stwierdził, że po pierwsze: jest mu w nim bardzo do twarzy, bo słoń jest cały biały, a bez czarnego chłopca na grzbiecie ten czarny element by mu się przydał, żeby słoń, jak dawniej, miał wszystkie dwa kolory. Po drugie – stwierdził – jeżeli życie sensu nie ma, to nie ma też sensu słoniowa moralność i zamiast kończyć tę opowieść przedwcześnie, mogą pójść kawałeczek dalej, obok siebie – bez sensu – i zobaczyć, co się wtedy stanie. I dodał jeszcze, że że świat pełen jest opowieści, a te, żeby nie były nudne, muszą się w końcu zmieniać. Słoń przejrzał się w tafli wody i faktycznie spodobał się sobie w tym kapeluszu. Swoją trąbą uchylił go, dziękując chłopcu za podarunek, a reszta była bez sensu, więc ruszyli dalej.

Podróżowali tak jeszcze trochę i dotarli do ogromnej przepaści o jednym tylko brzegu. Poza jej skrajem wszystko było białe i jakby pogrążone w niebycie. Słoń rozpoznał ją jako krawędź Lemurii, o której nikt nigdy nie wiedział, że w ogóle istnieje, bo dotychczas myślano, że Lemuria jest nieskończona. Chciał zawrócić i opowiedzieć o tym innym słoniom, aby ich nauka geografii uwzględniła granicę Lemurii, którą potem można by dokładnie wyznaczyć. Wtedy chłopiec powiedział, że geografia nie nada sensu bezsensowi istnienia, a z tego by wynikało, że ta opowieść chce się zmienić – chyba. Zostało to przez słonia zrozumiane od razu; nie powiedział niczego, ukląkł na przednich łapach, a chłopiec wdrapał się na jego grzbiet. Słoń spojrzał w górę, westchnął radośnie i smutno zarazem, przytrzymał kapelusz trąbą i skoczył w przepaść. Spadali tak razem przez chwilę i nagle otworzyły się przed nimi wrota czasu, którego nigdy nie znali. Przed ich oczyma stanęła cała historia Lemurii – pierwszy słoń, który tam dotarł skacząc z krawędzi innego świata, pierwszy chłopiec, którego ten słoń odnalazł w puszczy i w ogóle wszystko do teraz, a potem cała przyszłość, a także sam czas i jego znaczenie. Czas był, zawsze, ale oni go nie znali, i nie znali mądrości czasu – on nauczał, i pozwalał opowieścią się zmieniać. W tym wymiarze pojawił się też kapelusz, który odnalazł chłopiec – zrobiony z ucha pierwszego słonia w Lemurii, które po jego odejściu do puszczy tam właśnie znaleziono.

Po tej podróży wylądowali miękko w zupełnie nowym świecie – krainie Amanna, gdzie istniał i czas, i wszystkie kolory, a grawitacja była bardzo lekka. Mieszkały tam małe dziewczynki, które latały na wielkich kolorowych papugach – podobnie do Lemurii, gdzie chłopcy jeździli na słoniach. Znając czas i kolory, dziewczynki wraz z papugami powiedziały przybyszom, że słoń jest bardzo stary, najstarszy w całej Lemurii, i że nie jest dziwny, lecz wyjątkowy, bo jest czarny, a wszystkie inne słonie w Lemurii są białe. I pomimo, że w Lemurii istniał i czarny, i biały, to nikt – nawet chłopiec, ani sam słoń – nie dostrzegli, że słoń ma czarną skórę, bo wszyscy myśleli, że słonie są białe – tak bowiem było od tysiącleci. Chłopcu chciano powiedzieć, że jest niebieski, w odróżnieniu od innych, czarnych chłopców, ale zanim najstarsza papuga zabrała głos w tej sprawie, on sam to zauważył.

Międzywymiarowe wrota pozostały otwarte i po poznaniu nowej krainy słoń i chłopiec postanowili wrócić i zabrać ze sobą wszystkich, którzy będą chcieli zmienić swoją opowieść. Tak też się stało – ponad połowa słoni i chłopców powędrowała za nimi do Amanna, rzucając się w przepaść na granicy Lemurii, bez żadnego strachu. A tam grawitacja była bardzo lekka, więc chłopcy zaczęli nosić słonie, żeby te mogły więcej się bawić, co wszystkim sprawiało dużo radości. I chwalili czarnego słonia za jego odkrycie, a on stał się bardzo szczęśliwy. Ptaki przejęły rolę mędrców, słonie stały się niczym dzieci, a czarni chłopcy i ten jeden niebieski latali na papugach, i bawili się z dziewczynkami. Na wypadek, gdyby ktoś chciał kiedyś odwiedzić wcześniejszą krainę, czarny słoń sporządził mapę powrotu i złożył ją na kształt kapelusza, bo tak właśnie wyglądał widziany z lotu papugi kontynent Lemurii – o czym słonie nigdy wcześniej nie wiedziały. Kapelusz umiejscowiono w specjalnej świątyni – by nigdy nie zaginął i nikt o nim nie zapomniał. Nad wejściem do niej, stojąc na czarnym słoniu, niebieski chłopiec przy pomocy dłuta napisał w kamieniu:

 

„Świat pełen jest opowieści, a te, żeby nie były nudne, muszą się w końcu zmieniać”.

 

 

 

 

Spread the love:
  •   

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *