Najpopularniejsze wpisy,  Życie

Joga – część 1/3 – forma ruchu która ma sens

Dwanaście lat życia poświęciłem ortopedii, przede wszystkim mojej ogromnej fascynacji w tej dziedzinie – biomechanice. Z tego punktu widzenia – i nie tylko – joga ma największe znaczenie w treningu ciała. Jest systemem, który daje szansę na rozwój każdemu, nawet ludziom starszym i schorowanym.

„Co pozwala  na trenowanie z obciążeniami, gdy nie jesteś w stanie opanować ciężaru własnego ciała – tego, który towarzyszy ci każdego dnia?”.

To pytanie jest odpowiedzią, dlaczego joga ma tak wielki sens. Do wykonywania dowolnej pozycji zaangażowana jest większość mięśni – ćwiczony jest cały łańcuch mięśniowy, a taką właśnie funkcjonalną jednostką jest nasze ciało. Nie jest istotne, ile można wycisnąć na klatę, leżąc na ławce, lecz to, czy jest się w stanie zrobić serię pompek, mostek, stanie na głowie, bo te wzorce ruchowe są wyznacznikiem sprawności całego ciała. Asany – pozycje przyjmowane w jodze – powodują jednoczesne napinanie pewnych partii mięśniowych, rozciągając partie przeciwne. Dzięki temu stawy uzyskują coraz większy zakres ruchomości, a ten stanowi o ich zdrowiu. Przywracana jest równowaga  mięśniowa, podczas gdy jej brak jest przyczyną bólu i zużywania się barków, bioder, kolan i stawów kręgosłupa. Mięśnie obciążane są w różnych płaszczyznach i różnych stopniach rozciągnięcia, co zmienia ich budowę; włókna mięśniowe kształtowane są w kierunkach zgodnych z ich przeznaczeniem, w sposób najbardziej naturalny. Pozycje balansowe – jak na przykład stanie na jednej nodze z jednoczesnym wyprostem w drugiej – ćwiczą propriocepcję, czyli czucie głębokie. Dzięki niej ciało automatycznie wie, w jakiej pozycji znajduje się każdy jego fragment, i jest w stanie koordynować ruchy.

Równie ważnym aspektem jogi jest oddech. Starożytni Chińczycy mówili, że gdy ktoś nie potrafi oddychać, to nie potrafi żyć. Ćwiczenie oddychania brzuchem powoduje uruchomienie przepony, pracę całej jamy brzusznej, ruch znajdujących się w niej organów. Nieaktywne segmenty ciała nabierają życia. Oddech brzuszny jest znacznie głębszy, do tego zmniejsza wydatek energetyczny na oddychanie. Samym treningiem oddechowym ludzie są w stanie osiągnąć niemożliwe wręcz do wyobrażenia zmiany w organizmie i psychice,  jak w przypadku Wima Hoffa – człowieka, który pobił dwadzieścia sześć rekordów, na przykład zanurzony w lodzie pozostał tam na prawie dwie godziny, wspiął się na Kilimandżaro w krótkich spodenkach, przebiegł maraton na pustyni bez wody. 

Na poziomie umysłu zmiana sposobu oddychania przywraca równowagę psychiczną – ludzie stają się spokojniejsi, bardziej szczęśliwi i spełnieni. Techniki oddechowe stosowane przez Hoffa nie są niczym nowym; wywodzą się z filozofii i systemów pracy z ciałem i umysłem związanych z hinduizmem, buddyzmem i taoizmem. Są też częścią treningu jogi. Alexander Lowen, amerykański psychiatra i psychoterapeuta, zaadaptował je do stworzonej przez siebie bioenergetyki – kolejnego niesamowitego systemu pozwalającego na uświadomienie i oczyszczenie ciała i psychiki z nagromadzonych  napięć i negatywizmu. W mojej praktyce jogi połączyłem te wszystkie techniki i dały one niesamowite efekty – o czym  piszę w trzeciej części z serii tekstów o Jodze.

Od dziesiątego do osiemnastego roku życia trenowałem karate. Trzy razy zdobyłem wicemistrzostwo Polski i byłem święcie przekonany, że nigdy w życiu nie będę miał problemów z ciałem – byłem przecież sportowcem. Jednak nie ćwiczyłem rozsądnie. Patologia w  domu rodzinnym połączona z moją głęboką emocjonalnością powodowała niekończący się stres i napięcia w ciele. Trenując, nie rozciągałem się poprawnie – nie interesowało mnie to, chciałem tylko wygrywać. Przed rozpoczęciem studiów porzuciłem karate i inne formy treningu. W wieku dwudziestu dziewięciu lat rozsypałem się nie tylko psychicznie, ale również fizycznie. Bóle kręgosłupa lędźwiowego były tak silne, że twarz w umywalce myłem, klęcząc. Miałem dolegliwości w prawym biodrze, kręgosłupie szyjnym, okresowy brak czucia w palcach dłoni i stopach. Gdy zaczynałem trenować jogę, maksymalny skłon w przód, jaki byłem w stanie wykonać, pozwalał na dosięgnięcie kolan  – ledwo. Dziś nie mam żadnych dolegliwości, podczas skłonu bez problemu kładę dłonie na podłodze, stoję na głowie i przedramionach. Całą moją drogę życia opisałem w Ragazzo malato.

Starożytni Chińczycy mówili również:

„Pokaż głupcowi księżyc, a będzie się gapił na palec, który go wskazuje”.

W ten właśnie sposób dzisiejsza cywilizacja kreuje kult ciała, skupiając się jedynie na jego wyglądzie. Przejawem tego jest popularność siłowni oraz wielu innych form treningu produkujących spuchnięte, niefunkcjonalne mięśnie, które jedynie „wyglądają” – zresztą w większości przypadków nienaturalnie – a osoby wyciskające sztangę na ławce ile wlezie nie są nawet w stanie podrapać się po plecach.

 

Link do kolejnej części ––> Joga część 2/3 – style jogi

 

Wim Hoff na YT:

 

Spread the love:
  •   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *