Komedia

Czarcie koła papierzaków – część I

W tym odosobnionym przypadku spieszno mi, drogi czytelniku, do wytłumaczenia ci, o co chodzi z tym tytułem i ogólną ludzką spierdoliną umysłową. Otóż znałem kiedyś takiego zioma, co ubolewał nad faktem, że w języku polskim zanikają końcówki -ówna i -ożka. Na przykład: dermatolożka lub Syputówna. SYPUTÓWNA, KURWA! OGARNIASZ?! To tyle odnośnie spierdoliny umysłowej… HE HE HE, żartowałem, to było tylko wtrącenie niemające związku z tłumaczeniem tytułu, a mające jedynie niewielki związek z tłumaczeniem spierdoliny umysłowej ludzkości. Ale jakoś pojawił się nagle w moim umyśle ten typ w bermudach w moro na szelkach, żółtej koszulce, starych cynglach na nosie i z przetłuszczonymi włosami. Swoim wyglądem przypominał czterdziestoletniego, obleśnego pedofila.

– No chodź tutaj, dzieciaczku! No chodź, mały! Dostaniesz lizaczka!

No, mało się nie zlałem, ale będę kontynuował, o co chodzi z tym jebanym tytułem. Otóż pisałem sobie pewien tekst, nieprzypadkowo opisując filmik Terance’a McKenna – wielkiego orędownika psylocybiny – gdy nagle wjechały mi grzyby. W kawiarnianym kiblu wyjebałem wywar z jedynie 0,25 grama tego wspaniałego psychodelika, ale pojawiło się zaskoczenie. Słusznie pisał autor artykułu o microdosingu: „W różnych częściach grzyba może znajdować się różna ilość psylocybiny”. Dlatego radził, żeby ususzone grzyby zmielić i z nich robić herbatkę. No cóż, ja zrobiłem inaczej i muszę wam zakomunikować, że jestem głęboko przekonany, że największa ilość psylocybiny znajduje się w kapeluszu. Tak mnie wypierdoliło, że nie byłem w stanie pisać dalej. Laptopa wraz ze wszystkimi rzeczami zostawiłem (jak zwykle) na stoliku w kawiarni i poszedłem się przejść. Jeśli, drogi czytelniku, jesteś jakimś jebanym złodziejem, to teraz wiesz, jak łatwo można mnie opierdolić.

Ale do rzeczy. Albo zanim do rzeczy, to spieszę również wytłumaczyć, że normalnie nie piszę naćpany, bo mi ni chuj nie wychodzi i tylko się wkurwiam. Z tym mikrodosingiem, co mi polecił Michał, to jest tak, że chciałem zobaczyć, czy będzie miał jakieś długofalowe efekty – na przykład że rzucę fajki. Chuja na razie rzuciłem, ale tak mnie wypierdoliło, że musiałem się przejść. Co by tu nie mówić, miałem się doskonale. Wykład Terance’a z genialnym podkładem muzycznym, a potem Saturate i Difficult to Cure napierdalało mi w słuchawkach. Wyszedłem przed kawiarenkę i polazłem do parku. Doświadczenia zmysłowe w kurwę się wyostrzyły – te zewnętrzne i te wewnętrzne. Czułem na przykład, jak impulsy elektryczne rozchodzą się po moim splocie słonecznym, a potem po tym splocie w podbrzuszu, którego nazwy ni chuj nie pamiętam. Wiatr był genialnie silny, słońce operowało jak przedni operator lasera, zieleń drzew zachwycała.

Szedłem se tak wokół parku, stópki miałem wyraźnie lżejsze i czułem się zajebiście na maxa. Wtedy właśnie popełniłem dość poważny, acz bardzo interesujący błąd i przeniosłem uwagę na człeków, z których każdy wyglądał, jakby zaraz miał zesrać się w gacie. Nie wiem, czy znasz to uczucie, jak patrzysz na kogoś i wydaje ci się to zajebiście naturalne i takie piękne, i nagle dostrzegasz, że on uważa to za dziwne i przenosi na ciebie swoje lęki i kurwa całą masę tego emocjonalno-mentalnego chujstwa, a ty w końcu odwracasz wzrok. W stanie, w którym się znajdowałem, różnica polegała na tym, że ja nie odwracałem wzroku, a niektóre człeki po chwili przestawały emanować tym gównem, a inne odwracały wzrok. Czułem się jak dziki zwierz w dżungli, w której wszystko było tak w chuj przyjazne, a cała spierdolina śmieszyła mnie niemożliwie. Robiąc pierwsze okrążenie, dojrzałem psy po drugiej stronie ulicy. Stały tam koło kabaryny i się napinały. NO KURWA, CZY TO NIE JEST W CHUJ ŚMIESZNE I ŻAŁOSNE, ŻE KOLO ZAKŁADA MUNDUR Z NAPISEM POLICJA I SIĘ CZUJE KURWA DOWARTOŚCIOWANY, BO JAKBY CO, TO Z KUMPLAMI MOGĄ CIĘ ZABRAĆ DO SUKI à NA KOMENDĘ à A TAM SPAŁOWAĆ I STASEROWAĆ, BO KURWA MOGĄ, A TY CHUJA MOŻESZ I NOTATKA JEST, ŻE STAWIAŁEŚ OPÓR, A NAGRANIE Z MONITORINGU NA KOMENDZIE ZNIKNĘŁO?!? No to mi właśnie przyszło do głowy, jak się na nich gapiłem.

Potem po prawej stronie niedaleko mnie dojrzałem kosiarzy umysłów, którzy ścinali jakieś drzewo. Było ich dwóch i jedna kobieta w odblaskowej kamizelce – sekundowała im i zabezpieczała teren. Miałem straszna ochotę podejść i dotknąć tych świeżo pociętych kawałów drewna, ale wiedziałem, że ta jebana sekutnica mi nie pozwoli, bo kompulsywnie rozglądała się na wszystkie strony, jakby cała chorągiew Tatarów miała ją zaatakować, zabić, a potem zgwałcić na śmierć, więc poszedłem dalej. Dotarłem do pasów dla pieszych i zacząłem się gapić na ryj laski prowadzącej jadący w moim kierunku samochód. Na jej mordzie jak na dłoni widać było walkę, która się w niej toczy – zatrzymać się i przepuścić czy docisnąć buta i jechać dalej. Znajdowało się tam też coś naturalnego, czemu „zatrzymać się” lub „nie” było kompletnie obojętne, ale te dwa byty zajęte zażartą walką wyraźnie dominowały nad naturą. Laska starała się nie patrzeć na mnie, tylko tak tępo się przed siebie gapiła, z jednej strony na rzecz samousprawiedliwienia – że niby nie widzi, a z drugiej jej prawdziwe oczy – oczy umysłu – zajęte były tą mentalną rzeźnią niby-dobra z niby-złem. To, co było prawdziwym dobrem, miało na nią i na tę sytuację kompletnie wyjebane, ale ta suka nawet nie zdawała sobie sprawy z jego istnienia.

– Jak przepuszczę, to niby zrobię dobry uczynek…

– ZMARNUJESZ KURWA BENZYNĘ, TARCZE HAMULCOWE, KLOCKI HAMULCOWE, SPRZĘGŁO, SKRZYNIĘ BIEGÓW I DZIESIĘĆ DO DWUDZIESTU SEKUND TWOJEGO NAJCENNIEJSZEGO ŻYCIA, A PRZECIEŻ SIĘ KURWA SPIESZYSZ I NIE MASZ CZASU NA TAKIE PIERDOLENIE SIĘ Z NICZYM, BO MASZ DZIECKO DO ODEBRANIA Z PRZEDSZKOLA, RACHUNKI DO ZAPŁACENIA, KOLEJNE DZIECKO DO ZROBIENIA, BO JESTEŚ JUŻ PO TRZYDZIESTCE I CI KURWA JAJNIKI TYKAJĄ I ZARAZ JE WYPIERDOLI W KOSMOS, JESTEŚ PRZEMĘCZONA, NIEWYSPANA, NIE MASZ CZASU NA ODPOCZYNEK, BO MUSISZ PŁACIĆ RACHUNKI, ODEBRAĆ DZIECKO Z PRZEDSZKOLA I ZROBIĆ KOLEJNEGO BACHORA, BO JESTEŚ JUŻ PO TRZYDZIESTCE!!! CZAAAAAS CI KURWA UCIEKAAAAA!!!! ZAPIERDALAJ!!! DLA DZIECKA TAK ZAPIERDALASZ, TAK, DLA DZIECKA, BO DZIECKO JEST NAJWAŻNIEJSZE!!!

Przejechała. Obstawiłem, że jak podjedzie pod przedszkole, to wydrze ryja na tego pierdolonego smarkacza, bo psycholog jej powiedział, że jakoś musi ten cały zupełnie naturalny stres kanałować. Zrobi to przede wszystkim dla dziecka, tak, dla jego dobra, bo krzywo zapięło rzep w buciku i jak się teraz nie nauczy, to wyrośnie z niego niedorajda albo się o ten rzep potknie, upadnie i umrze na sepsę albo HIV, albo na coś innego, o czym ostatnio przeczytała w „Pani domu”, a co jest kurewsko straszne, więc lepiej teraz – dla dobra tego bachora – wydrze na niego pizdę na cały regulator, bo ona przecież nie może na to pozwolić, żeby dziecku stała się jakaś krzywda albo żeby safanduła z niego wyrósł, BO ONA JEST ZA NIE ODPOWIEDZIALNA!

Ta cała wizja narodziła się z jednej, jedynej obserwacji – ta laska miała minę, jakby zaraz miała zesrać się w gacie.

Ciąg dalszy ––> Czarcie koła papierzaków – część II

Spread the love:
  •   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *