Związki

Californication – part 11/12 – Faith – to znaczy wiara

Carrie – była dziewczyna Moodiego – leży pod respiratorem, a on wychodzi z tego bajzlu bez większych komplikacji. Dowiaduje się, że lekarze czekają na jej rodzinę – żeby wyciągnęli wtyczkę – bo Carrie nie żyje. Hank się załamuje i całą winę przypisuje sobie. Chleje i zaczyna się staczać. Oglądałem to i było mi go strasznie żal. Właśnie wtedy, gdy starał się jak nigdy wcześniej, chciał wyczyścić całe swoje gówno, los potraktował go – jak mi się wydawało – bardzo niesprawiedliwie. Hinduiści twierdzą, że gdy ktoś chce przewrócić stronę, odmienić życie, to karma wraca – wierzyciele żądają spłaty długów – wyciągają ręce – wszyscy, wszyscy naraz. Może właśnie to działo się w przypadku Moodiego – nie wiem.


Californication: Part 1, Part 2, Part 3, Part 4, Part 5, Part 6, Part 7, Part 8, Part 9, Part 10, Part 11, Part 12


Drogi – moja i Hanka – rozeszły się. Byłem przekonany, że z małą to tylko kwestia czasu, aż będziemy razem. Wciąż zachowywała się dziwnie – owszem – spięta robiła krok do przodu, potem w tył. Wierzyłem, że w końcu jej przejdzie. Za to przypadek Hanka wydawał się równią pochyłą – pił, śmierdział, odrzucał Karen i wszelkie formy pomocy ze strony przyjaciół. Gdy dobijał do dna, bliscy kazali mu pójść na odwyk, a on się zgodził. Tam poznał Faith. Ta piękna ciemnooka blondynka była wcześniej groupie znanego muzyka rockowego, który niedawno zmarł. Gdy zobaczyłem ich razem, to ochłonąłem nieco – oświeciło mnie – Hank tak jak i ja znalazł właśnie miłość swego życia – która na początku też dała mu kosza. Faith wydawała się go rozumieć, nie zwracała uwagi na jego zagubienie, dostrzegała w nim potencjał, talent i serce – tylko to się dla niej liczyło. Rockowa muza potrafiła zauważyć te cechy w artyście. W końcu usłyszał od niej to, co każdy autor chciałby usłyszeć od pięknej kobiety. Nie, że jest przystojny, zabawny, czarujący…

– Podoba mi się, jak piszesz, Hank – powiedziała, patrząc na niego uwodzicielsko.

– Mów do mnie jeszcze… Nie będę przerywał.

– Na odwyku byłeś irytujący, ale masz w sobie coś, co lubię.

– Co dokładnie?

– Trudno opisać… jakąś… iskrę.

– Niektórzy zwą to geniuszem.

– O, ja akurat nie! – pokręciła głową. Słowo „geniusz” jest nadużywane. Po prostu robisz to, do czego zostałeś powołany. Wykorzystujesz dar, co czyni cię atrakcyjnym.

– Czekaj! Czyli na początku byłem irytujący, a po lekturze mojego dzieła uznałaś, że jestem atrakcyjny?

Uśmiechnęła się patrząc mu w oczy.

– Jakoś tak… – odpowiedziała zwracając wzrok w dół.

– Marzenie pisarza! Nigdy się nie spełnia… Chociaż nie, raz się spełniło.

– Mogłabym nad tobą popracować. Bo masz talent, lecz jeszcze nie wbiłeś gwoździa. Wiesz Hank, mogę zostać młotkiem. Pytanie: tylko czy chcesz być wielki? Widzisz, ja w ten właśnie sposób odmieniam świat – pomagam innym go przeistaczać.

Ona nie chciała zmieniać Hanka, chciała być przy nim i stać się zmianą. Co więcej, już to robiła – ubierała go w siebie, okrywając inspiracją. Gdy mówiła, jej usta uśmiechały się same, bez jakiegokolwiek wysiłku, jakby to leżało w ich fundamentalnej naturze. Była słodko-urocza, uwodzicielska, a jednocześnie ciepła. Miała w sobie stanowczość, siłę i delikatność zarazem. Gdy leżeli nadzy w łóżku i pocałowała wnętrze jego dłoni, czułem się zafascynowany, błogo zafascynowany – nią. To jest niesamowity akt, gdy kobieta robi coś takiego. Jest w tym uległe oddanie, seksapil i ogromna dawka erotyzmu. Jej pocałunki były niezwykle delikatne, a gdy całowała, uśmiech nie opuszczał jej ust. Głaszcząc przygnębionego Hanka po głowie, potrafiła powiedzieć

„Poor baby…”, emanując opieką. Innym razem jej długie, niezakryte jeansowymi szortami nogi i pewny siebie wyraz twarzy przemawiały bez słów: „Pokaż mi, że mnie chcesz, a ja się wtedy zastanowię… chyba się zastanowię, co dalej”. Tym samym emanowała cała jej historia – nie bała się szukać i nie poddawała się wpływom. Nawet obciągnęła Hankowi w kościele – nad wyraz mnie tym urzekła.

Zakochałem się w niej. W zasadzie to zakochałem się w obrazie małej obserwowanym przez pryzmat Faith  – wierzyłem, że mała też taka jest – wewnątrz. Ten wizerunek stworzył kobietę idealną – dokładnie taką, z jaką chciałbym być. Dokładnie taką, jaką bym chciał, żeby okazała się mała.

Link do kolejnej części ––> part 12/12 – chłopcy i dziewczynki

Spread the love:
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *