Związki

Californication – part 10/12 – Hank w jedną, Krzysiek w drugą stronę

Hank pozostał na wolności i oddał wolność Karen. Ta ożeniła się z ze swoim profesorem ze studiów – Richardem Batesem (jakżeby inaczej – pisarzem). Ma to, czego chciała – piękny dom z białym płotkiem w LA i spokojne życie… tak jakby. Bates to wspaniały mąż, ale ciągnie się za nim pewien smród z przeszłości – jest byłym alkoholikiem, nie pije od dziesięciu lat.


Californication: Part 1, Part 2, Part 3, Part 4, Part 5, Part 6, Part 7, Part 8, Part 9, Part 10, Part 11, Part 12


Hank wyjechał do NY, ale czasem odwiedza rodzinę. Gdy gada z Karen, to widać jak na dłoni, że się kochają – można wręcz powiedzieć, że żyją dla siebie. Ale wydaje się, że lepiej, by dzieliła ich cała szerokość Stanów Zjednoczonych. Podczas jednej z wizyt Moodiego w LA Bates postanawia przerwać rodzinną sielankę i znowu zaczyna chlać, co emocjonalnie rozwala Karen. Wtedy Hank nie tylko ją wspiera, ale też stara się ochronić dupę Batesa, który w jednym ze swoich romansów z flachą zalicza prostytutkę – a Moody pomaga mu utrzymać to w tajemnicy. Zdając sobie sprawę, jak bardzo spierdolił życie bliskich w przeszłości, próbuje spłacić swój dług. Bates się stara, idzie na odwyk, ale po powrocie ogarnia, że jest w klatce – w studio programu telewizyjnego stworzonym przez dom i rodzinę – i że nie tam jego miejsce. Siedząc w salonie, mówi to Karen, Moody jest tuż obok. Ona oddycha z ulgą, bo od dawna bała się, że hajtając się z Batesem popełniła błąd – a on go właśnie rozwiązał. Bates zauważa też, że Karen i Hank są sobie pisani – i oni też znów wydają się w to wierzyć. Klątwa ich związku, klątwa ich miłości nie traci jednak swojej mocy. Z NY przylatuje Carrie – była dziewczyna Moodiego, która wcześniej – gdy nie chciał się z nią ożenić – spaliła mu chatę. Hankie wie, że jest nieobliczalna, tak jak jej uczucia do niego. Gdy rozmawiają, przyznaje, że tak naprawdę nigdy jej nie kochał. Ona chce się pieprzyć, on odmawia – pragnie przecież być z Karen i już niczego więcej nie zjebać. Bardzo się stara. Carrie namawia go na drinka. Po jego wypiciu Hank dowiaduje się, że oprócz whisky oboje wypili sporą dawkę antydepresantów – tych, które zaczęła brać, gdy on ją zostawił. Obojgu kręci się w głowie. Tracą przytomność.

Gadając z małą, czułem się identycznie jak oni po tej mieszance. Nie wiem, co to było, w życiu czegoś takiego nie doświadczyłem. Ale rozumiałem Hanka – jego uczucia – lepiej niż kiedykolwiek. Mała stała przy mnie, pieprzyliśmy trzy po trzy, a ja – zupełnie na trzeźwo – traciłem orientację. Nie czułem się sobą, byłem jak zaczarowany. Wszystko dookoła po prostu się poruszało, a ja nie byłem tym ani trochę zainteresowany. Patrzyłem na nią, jak się uśmiechała, widziałem, jak bardzo się denerwuje. Czułem ton głosu i przyspieszony oddech. Po prostu mnie miała, posiadała mnie, a wydawała się w tym tak niepewna, jakby było dokładnie na odwrót – jakbym to ja miał ją. I może właśnie tak było, ale udawała na tyle dobrze, że tego nie zauważałem. W końcu powiedziała:

– Wiesz, z takich gównianych początków rodzą się niesamowite znajomości.

– Zgadzam się – odpowiedziałem zdumiony.

Potem zapytałem, o co chodziło. Jak zwykle zaczęła kręcić, ale tego samego dnia zaproponowała, żebym ją odprowadził. Zgodziłem się. Poszliśmy do pubu i czułem się tak oczarowany… wydawało mi się, że to się w ogóle nie dzieje. Siedziała obok mnie, spięta jak diabli, ja nie wiedziałem, co mam robić ani co powiedzieć. Gadaliśmy o głupotach, ona co chwilę zamierała i patrzyła przed siebie – jakby na moment znikała. Nie miałem pojęcia, co z nią się dzieje i co dzieje się ze mną, wydawało mi się, jakbym był we wnętrzu własnej książki – pisał ją i czytał zarazem. Opowiedziała mi część swojej historii, a przede wszystkim to, jak bardzo boi się bliskości, że ma wtedy ochotę uciekać – i to właśnie zrobiła w swoim poprzednim związku. Poszedłem do toalety, zastanawiając się, czy ją jeszcze zobaczę, gdy wrócę.

– Jest – powiedziałem do siebie w myślach po powrocie.

Wtedy zapytałem, czy nie miała ochoty zwiać.

– Skąd wiedziałeś? Cały czas o tym myślałam!

– Może znam cię lepiej, niż ci się wydaje.

Odprowadzałem ją do domu, a magia tego wieczoru nie chciała ustąpić. To było jak najpiękniejszy romantyczny film – budzący emocje tak silne, że nie jesteś w stanie ich znieść. Stojąc pod klatką schodową jej domu, powiedziała:

– Podobało mi się.

– Mnie także – odparłem.

Pokazałem palcem wskazującym na swój policzek, dając jej do zrozumienia, żeby mnie pocałowała.

– Nie, nie… – zaczęła kręcić głową.

– To nic nie znaczy, głuptasie – powiedziałem z uśmiechem.

Uściskaliśmy się. A ten pocałunek, na który czekałem… znów nie byłem szczery. On znaczyłby więcej niż wszystko, co miałem.

Link do kolejnej części ––> part 11/12 – Faith – to znaczy wiara

Spread the love:
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *