Komedia,  Życie

Autorytety, „Bikram Joga” i „Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty”

No dobra, to jedziemy z kołczingiem. Zastanówmy się nad nim krótszą lub dłuższą chwilę. Co to jest kołczing i co taki Kołcz robi? Odpowiedź nasuwa się sama: kołczuje. I tak cię kurwa wykołczuje, że będziesz chodził jak w zegarku! Fajnie, co? Nie? CO, MOŻE NIE CHCESZ BYĆ PORZĄDNIE WYKOŁCZOWANY?!

Tak jak w przypadku dobrego Kołcza, który nie ma pojęcia o tym co robi, tak i ja, nie mając pojęcia ile solidny kołczing kosztuje, piszę, że od 200 do 1000 Polskich Nowych Hajsów. No i jak za coś zapłacisz tę niemałą sumkę, to chyba warto przyznać, że twoje życie zmieniło się na lepsze…

A żeby w tekście nie było za wiele powtórzeń słowa „kołcz”, będziemy takiego Kołcza nazywać MPT – z angielskiego „Mental Personal Trainer”.

Zadaniem Kołcza jest wyżej wspomniane kołczowanie, czyli zmiana mindsetu osoby kołczowanej na mindset proponowany przez Kołcza. Przyglądając się sprawie w pobieżny sposób wydaje mieć się ona sens.  Jeśli myślisz, że twoje życie ssie i ty też ssiesz, to gdy uwierzysz w porady Kołcza – co masz zrobić, żeby stać się zwycięzcą – będzie spoko. Taka mentalna petarda może ci na chwilę przemeblować banię, ale długo to raczej nie potrwa. Dlaczego, pytasz się siebie zapewne. No, to ja odpowiadam: dlatego, że przyczyną dla której twoje życie ssie jest schemat myślowy władowany ci do bani przez całe społeczeństwo – zaczynając od rodziców, a kończąc na babci Kazi – wpychała ci do mordy dwunastego pierożka z rzędu, żebyś był śliczny i pulchniutki. Bo babcia Kazia – twój ówczesny MPT – wiedziała doskonale, co masz zrobić, żebyś był szczęśliwy – napierdalać pierożki do papuchy. A ty tłumiłeś odruch wymiotny i się uśmiechałeś, bo Kołczerka Kazia się uśmiechała. I jak sobie solidnie rozciągnąłeś żoło, to nakurwianie pierożków zaczęło ci nawet sprawiać przyjemność. Jednak po dłuższym czasie, gdy twoje BMI sięgnęło sufitu, stało się ono ciężkim brzemieniem. No i teraz zaczynamy zauważać, że MPT-Kazia może i miała dobre intencje, ale wyszło jej średnio. A to dlatego, że twoja Kołczerka chciała dobrze (dla siebie), myśląc jednocześnie, że chce dobrze dla ciebie. Babcia Kazia pragnęła pulchniutkiego wnuczusia i go sobie wyhodowała, wierząc, że rumiany papuśny dzieciaczek = szczęśliwy dzieciaczek. Szczęśliwa była tylko babunia i to tylko przez chwilę, bo pompa insulinowa u jej dorosłego wnuczka nie cieszy już tak bardzo – niestety. Dlatego babcię Kazię zamieniasz na Kołcza za 200 do 1000 PLN, który robi dokładnie to samo: ryje ci banie tym, co uważa za słuszne. I tak dowiadujesz się, że możesz sobie kupić Majbacha, helikopter, rakietę kurwa kosmiczną, albo Cziłałę z hodowli za 5 000 Piniundzów i wtedy będziesz szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Zostajesz solidnie wykołczowany – tak, że ci włosy w nosie dęba stają. Nakurwiasz hajsy, żeby wydawać hajsy – identycznie jak w powyższym przykładzie z pierożkami. I se kupujesz fejmy, lajki, Cziłałę, sterydy… i masz klatę jak lotnisko, i helikopter na dachu, i wciąż chcesz więcej, ale szczęścia to wszystko nie przynosi. Bo gdyby przyniosło, to nie oczekiwałbyś więcej. Ale Kołcz chce Majbacha i potrzebuje na niego hajsów, więc kołczuje jak popierdolony. A ponieważ wierzy, że Majbach da mu spełnienie, to mówi ci, że tobie też da spełnienie. No i kółeczko obłędu się zamyka i kręci jak pojebane. Zauważamy, że można być w błędzie, mając dobre pobudki.

Żeby nie być gołosłownym – teraz zupełnie na poważnie – przytoczę przykład z dokumentu, który widziałem wczoraj na Netflixie: „Bikram: jogin, guru, przestępca seksualny”. W telegraficznym skrócie ten Hindus wykołczował połowę Stanów Zjednoczonych. Najpierw wybrał sobie dwadzieścia sześć pozycji z jogi (wybranych wcześniej przez jego nauczyciela, ale o tym nie raczył wspomnieć), dwa ćwiczenia oddechowe i termostat, którym podkręcał temperaturę w sali ćwiczeń. Potem wyprał ludziom berety, mówiąc, że uratował zmiażdżoną nogę Nixona – ówczesnego prezydenta USA – tym właśnie systemem treningu. Nazwał go skromnym mianem „Bikram Joga”. Założył coś na wzór sekty, stał się milionerem i zaczął molestować oraz gwałcić swoje uczennice. Ludzie wierzyli Bikramowi, wierzyli też w to, co mówił i czuli się z tym dobrze – do momentu, gdy jego legenda kompletnie się rozsypała, a on w trakcie procesu spierdolił ze Stanów. Chodzi o to, że jego uczniowie szukali poczucia prawdziwej wspólnoty – czegoś najbardziej naturalnego, co w naszym obecnym świecie jest niezwykle rzadkie. Bikram potrafił im to dać, nauczył ich też sensownego treningu ciała, poprawiając zdrowie i kondycję psychiczną uczniów. Teraz widać jak na dłoni, że można mieć rację ze złych pobudek.

Nie ma czegoś takiego jak autorytet. Wiara w autorytet go kreuje. A ślepa wiara jest absolutnym przeciwieństwem człowieczeństwa – najważniejszych jego przymiotów: zdolności uważnej obserwacji, analizy logicznej i umiejętności spoglądania we własne wnętrze. Odnalezienia w nim tego, co jest słuszne i dobre dla wszystkich. Wierzyć można w coś, czego zweryfikować się nie da – to ma sens. Wtedy kierujemy się sercem, a intelekt je wspiera. Owszem, na tej drodze trzeba wyłożyć się wiele razy – tak jak było to w przypadku uczniów Bikrama. W tym miejscu chodzi mi o to, że te najgorsze wtopy czasem można ominąć – przez uważność i poddawanie wszystkiego w wątpliwość. Autorytet nie istnieje.

No i dochodzimy do ostatniej kwestii, czyli „Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty” – jest taki fanpejdż na Fejsbuku i cholernie mnie jego nazwa śmieszy. Nie uważam, że kołczing powinno się zdelegalizować, wręcz przeciwnie – wolność wyboru jest jednym z najważniejszych elementów w ewolucji człowieka – w ten sposób się uczymy. Ale ta nazwa jest genialna i pije do tego, że kołczing – zaraz po „Bikram Jodze”, babci Kazi, systemie edukacji i nachalnym narzucaniu przez całe społeczeństwo tego, co jest właściwe, a co nie – jest kolejną formą prania beretu.

Spread the love:
  •   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *